Za drutami stworzyli własny świat. Niezwykła historia Woldenberczyków
- lubuskiemazury
- 1 dzień temu
- 3 minut(y) czytania

Mieli odebraną wolność. Nie wiedzieli, kiedy wrócą do domu. A jednak za drutami stworzyli własny świat — z teatrem, nauką, sportem, sztuką i konspiracją.
To nie jest historia z odległego miejsca.
To historia Dobiegniewa.
Około kilometra od miasta znajdował się Oflag II C Woldenberg, niemiecki obóz jeniecki dla polskich oficerów i ich ordynansów. Dziś o jego historii przypomina Muzeum Woldenberczyków w Dobiegniewie, mieszczące się w jednym z zachowanych baraków dawnego obozu.
I jest to jedno z tych miejsc w Lubuskiem, które warto odwiedzić nie tylko po to, żeby coś zobaczyć.
Warto przyjechać, żeby zrozumieć, jak wiele człowiek potrafi zrobić nawet wtedy, gdy odebrano mu wolność.
Za drutami powstało całe życie
Oflag II C zajmował około 25 hektarów. W jego obrębie powstały m.in. sale wykładowe, pracownie, sala teatralna, kawiarnia i sala odczytowa.
Brzmi niemal niewiarygodnie.
A jednak właśnie tutaj jeńcy organizowali naukę, uprawiali sport, tworzyli sztukę i prowadzili działalność kulturalną.
Powstały m.in. Teatr Oficerski, Teatr Żołnierski, Teatr Kukiełkowy, Cyrk Neumana oraz Amatorska Scena Angielska – Shakespeare Theatre. Na scenie spotykali się literaci, muzycy i plastycy.
Teatr nie był jednak tylko sposobem na zabicie czasu.
Podtrzymywał na duchu, pozwalał zachować kontakt z kulturą i budował wspólnotę. Miał również znaczenie finansowe — podczas przedstawień zbierano pieniądze m.in. na potrzeby teatru oraz Fundusz Wdów i Sierot.
A przede wszystkim miał także drugie, znacznie bardziej niebezpieczne oblicze.
Pod sceną ukrywano radio, a działalność teatralna pomagała zdobywać materiały budowlane wykorzystywane przy podkopach i ucieczkach.
Kultura była więc nie tylko sposobem na przetrwanie.
Była również częścią obozowej konspiracji.
Uczyli się, kiedy inni kazali im czekać
Woldenberczycy nie chcieli spędzić niewoli wyłącznie na oczekiwaniu.
W obozie rozwijała się działalność naukowa. Organizowano wykłady i kursy, a zachowane w muzeum świadectwa, indeksy, notatki, skrypty i prace naukowe są dziś śladem tego niezwykłego życia intelektualnego.
Tworzyli również literaturę.
Wśród jeńców byli m.in. Marian Brandys, Stefan Flukowski i Edward Fiszer, którzy pisali wiersze, pieśni i sztuki przeznaczone dla obozowych teatrów.
Powstawały obrazy, grafiki, drzeworyty i rzeźby.
Była też obozowa poczta.
Zachowały się znaczki, rękopisy, nuty, fotografie, dokumenty, maski teatralne i przedmioty codziennego użytku.
Dzisiaj można je zobaczyć w muzeum.
I wtedy historia przestaje być abstrakcyjna.
Za każdym eksponatem stoi człowiek, który kiedyś trzymał go w rękach.
To nie było tylko muzeum o wojnie
Dzisiejsza ekspozycja zajmuje około 400 m² i znajduje się w baraku części niemieckiej dawnego obozu. W zbiorach muzeum jest około 2459 zinwentaryzowanych eksponatów oraz kilkadziesiąt depozytów. W większości pochodzą one od byłych jeńców lub ich rodzin.
Ekspozycja pokazuje różne strony życia w Oflagu — od codzienności i nauki, przez sport i kulturę, po konspirację i ewakuację. W zbiorach znajdują się m.in. oryginalne znaczki poczty obozowej, drzeworyty, rzeźby, rękopisy i maszynopisy, nuty, fotografie, dokumenty, dyplomy, obozowe środki płatnicze, maski teatralne i obrazy.
To sprawia, że muzeum nie opowiada wyłącznie o wojnie.
Opowiada o ludziach, którzy próbowali zachować człowieczeństwo w warunkach niewoli.
I jeszcze jedna historia — ucieczki
W Oflagu II C działała również zakonspirowana działalność radiowa. Muzeum podaje, że funkcjonowały trzy punkty odbioru radiowego, a jeden z nich znajdował się w wykopanym schronie pod kantyną obozową.
Organizowano także ucieczki.
To kolejny dowód na to, że życie za drutami nie było wyłącznie biernym oczekiwaniem na koniec wojny.
Jeńcy próbowali odzyskać wolność.
A część z nich ją odzyskała.
Historia, która nadal żyje
Muzeum Woldenberczyków powstało w 1987 roku z inicjatywy byłych jeńców Oflagu II C Woldenberg. To oni i ich rodziny przekazali wiele pamiątek, dzięki którym można dziś poznawać tę historię z bliska.
To ważne.
Bo pamięć o Woldenberczykach nie zaczęła się w muzealnych gablotach.
Najpierw była w ludziach.
Dziś muzeum pozwala tę pamięć przekazywać dalej.
Dobiegniew ma drugą twarz
Dobiegniew kojarzy się z jeziorami, lasami i aktywnym wypoczynkiem.
Ale jest też druga twarz tego miejsca.
Historia.
Nie widać jej z kajaka. Nie zawsze prowadzi do niej najbardziej oczywista droga.
Trzeba się zatrzymać.
Wejść do muzeum.
I pozwolić, żeby przemówiły przedmioty, dokumenty i historie ludzi, którzy kiedyś byli tutaj za drutami.
Bo za historią jednego obozu kryje się coś znacznie większego:
opowieść o wolności, której można człowieka pozbawić — ale której nie zawsze można go nauczyć zapominać.
Dlatego Muzeum Woldenberczyków warto mieć na swojej mapie Lubuskiego.
Nie tylko jako atrakcję.
Jako miejsce, które zostaje w pamięci.
Za drutami stworzyli własny świat. Niezwykła historia Woldenberczyków
Muzeum Woldenberczyków – praktycznie
ul. Gorzowska 11, 66-520 Dobiegniew
Godziny otwarcia:
poniedziałek-zamknięte
wtorek–piątek: 8:00–16:00
sobota–niedziela: 10:00–14:00
Telefon: 95 76 11 095
E-mail: muzeum@dobiegniew.pl
Wstęp do muzeum jest bezpłatny.
Przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne informacje bezpośrednio na stronie muzeum, szczególnie w przypadku świąt lub wydarzeń specjalnych.
Lubuskie ma więcej takich historii
Nie wszystkie najciekawsze miejsca regionu są widoczne z głównej drogi.
Niektóre trzeba odkryć.
Muzeum Woldenberczyków jest jednym z nich.




Komentarze