top of page

Trafić w niewidzialne. Historia niewidomego golfisty

Zaktualizowano: 4 mar


Trafić w niewidzialne. Historia niewidomego golfisty

Na początku była ciemność. Nie ta metaforyczna, poetycka – lecz nagła, bezwzględna, ostateczna.


Grzegorz Kłak miał 24 lata, gdy podczas ćwiczeń wojskowych eksplozja odebrała mu wzrok. W jednej chwili świat zgasł. Zostały dźwięki, zapachy, dotyk powietrza na twarzy – i cisza, która potrafi być cięższa niż noc.


Nigdy wcześniej nie myślał o golfie. Kojarzył go wyłącznie z transmisji telewizyjnych – sport elegancki, odległy, niemal egzotyczny. Zielone pola gdzieś za granicą, zawodnicy w nienagannych strojach, cisza przerywana jedynie czystym dźwiękiem uderzenia. To nie był świat, do którego czuł się zaproszony.


Aż do telefonu od Jacka, kolegi ze szkoły średniej.


– Grzegorz, chciałbym, żebyś zagrał ze mną w golfa.


Śmiech był pierwszą reakcją. Niedowierzanie. Absurd. Jak niewidomy człowiek miałby trafić w małą, piłkę na ogromnej przestrzeni pola?


Jacek jednak nie żartował. W jego głosie nie było litości ani wahania. Była pewność.– Dasz radę. Poprowadzę cię.


To „poprowadzę” stało się początkiem drogi.


Pierwsze uderzenie

Na Polu Golfowym Zawarcie w Gorzowie Wielkopolskim Grzegorz stanął przed pierwszą piłką. Nie widział flagi. Nie widział fairwaya. Nie widział horyzontu.


Czuł jednak wiatr na policzku. Słyszał szelest trawy. Zapach wilgotnej ziemi mówił mu, że poranek jest chłodny.


Jacek ustawił go w kierunku dołka. Skorygował linię stóp. Włożył kij w jego dłonie.


– Teraz jesteś sam – powiedział cicho.


Zamach w golfie jest jak podpis – osobisty, niepowtarzalny. Najtrudniejszy element tej dyscypliny. Wymaga równowagi, pamięci mięśni, kontroli i zaufania. Dla Grzegorza był czymś więcej: był skokiem w niewidzialne.


Uderzył.


Dźwięk był czysty. Krótki, sprężysty trzask, który rozciął ciszę. Po nim zapadła chwila bezruchu.


– Trafiłeś – powiedział Jacek.


W tamtej chwili coś się zmieniło. Skoro mógł trafić raz, mógł nauczyć się trafiać częściej.


Golf bez wzroku

Dziś Grzegorz mówi, że golf widzących i niewidzących niczym się nie różni. Te same zasady. Ten sam sprzęt. Ten sam cel: wprowadzić piłkę do dołka jak najmniejszą liczbą uderzeń.


Różnica jest w sposobie patrzenia.


Widzący celują oczami.

On celuje zaufaniem.


Nie widzi flagi powiewającej nad greenem. Widzi pustkę. Nicość. Przestrzeń, którą musi oswoić wyobraźnią. Jego mapa pola nie znajduje się w oczach – jest w głowie i stopach. Każdy krok zapisuje w pamięci nachylenie terenu. Każdy podmuch wiatru dopowiada historię odległości.


Oceną dobrego uderzenia nie jest lot piłki na tle nieba. Jest dźwięk. To po nim wie, czy strzał był czysty. Golf dla niego jest muzyką – rytmem zamachu i echem odbicia.


Sekunda prawdy

Kiedy kij przecina powietrze i następuje uderzenie, zapada krótka cisza. Dla widzących to moment, w którym śledzą lot piłki. Dla Grzegorza to chwila napięcia.


On nie patrzy w niebo.

On czeka.


Czeka na głos trenera.

Na jedno słowo.

Na ton.

Na oddech między zdaniami.


– Jak było? – pyta spokojnie, choć w środku wszystko drży.


W tej sekundzie w jego głowie przelatują setki myśli. Czy zamach był pełny? Czy kontakt był czysty? Czy siła była właściwa? Odpowiedź trenera jest pierwszym zewnętrznym sygnałem prawdy. Czasem w głosie słychać entuzjazm: „Świetnie! Prosto, daleko!”. Czasem krótkie, rzeczowe: „Za nisko. Skręciła w prawo.”


Grzegorz nauczył się słuchać nie tylko słów, ale i emocji. Po tonie wie, czy może się uśmiechnąć, czy trzeba wrócić do pracy.


A kiedy uderzenie jest naprawdę złe?


Grzegorz nie spuszcza głowy. Ma ambicję. I coś jeszcze – upór, który nie pozwala mu odejść od piłki z poczuciem porażki. Jeśli zamach był nieczysty, jeśli piłka skręciła w nieplanowaną stronę albo ugrzęzła w wysokiej trawie, w jego głowie pojawia się tylko jedna myśl: uderzyć ponownie. Najlepiej jak tylko potrafi.


Nie szuka wymówek. Nie obwinia wiatru ani nierówności terenu. Analizuje. Poprawia ustawienie. Wsłuchuje się w wskazówki trenera. I wraca do pozycji.


– Czasami myślę, że trawa się ze mnie śmieje – żartuje.


W jego głosie nie ma złości. Jest dystans. I determinacja.


Bo dla niego złe uderzenie nie jest końcem akcji. Jest informacją. Lekcją. Sygnałem, że trzeba jeszcze raz zaufać sobie – mocniej, precyzyjniej, odważniej.


Na polu golfowym nie wygrywa ten, kto nigdy nie chybia.Wygrywa ten, kto po nieudanym strzale potrafi znów stanąć pewnie, wziąć zamach i spróbować tak, jakby to był pierwszy raz.


Grzegorz właśnie tak gra.


Duet zaufania

Nigdy nie zrobiłby tego sam.


Golf w jego wydaniu to duet. Trener jest nawigatorem – ustawia kierunek, pomaga dobrać kij, ocenia odległość, opisuje przeszkody: wysoką trawę, łachy piachu, rowy, drzewa. Pole golfowe jest jak krajobraz pełen pułapek.


Gdy trener ustawi go przy piłce, jego rola się kończy.


Wtedy zostaje cisza.


Grzegorz, kij i odpowiedzialność. Zamach należy wyłącznie do niego. Każde uderzenie jest sumą godzin mozolnych treningów. Dwa lata pracy, zanim zapisał się do międzynarodowej federacji niewidomych golfistów – International Blind Golf Association.


W Polsce był wówczas jedyną osobą niewidomą grającą w golfa. Nie miał z kim rywalizować w swojej kategorii. Dlatego stanął do zawodów z pełnosprawnymi graczami. Wystąpił w czterech turniejach – i w żadnym nie był ostatni.


To nie była ciekawostka. To był sygnał.


Europa czeka

W tym roku planuje starty w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Czechach. Tam po raz pierwszy zmierzy się z innymi niewidomymi zawodnikami. Tam jego poziom zostanie zweryfikowany na tle Europy.


Debiutant. Prekursor. Człowiek przecierający szlak.


– Chciałbym być kimś, kto daje przykład, że można – mówi.


Marzy o rankingu, który otworzy mu drogę do mistrzostw świata. Trenuję zimą z trenerem Piotrem na symulatorze, w zamkniętym pomieszczeniu, ale prawdziwy egzamin odbywa się na otwartym polu, gdzie wiatr, temperatura i zapach trawy stają się kompasem.


Jedną z najtrudniejszych niepełnosprawności w golfie jest brak wzroku. A jednak to właśnie on wybrał tę drogę.


Gdy powiedział synowi przez telefon, że chce grać w golfa, usłyszał odpowiedź:– W ogóle mnie to nie dziwi.


Bo Grzegorz ma charakter człowieka, który nie cofa się przed wyzwaniem.


Trafić w pustkę

Golf to sport precyzji. Ale w jego wydaniu to także sport odwagi.


Tam, gdzie inni widzą flagę, on widzi pustkę. A jednak potrafi w nią trafić.


Nie potrzebuje oczu, by widzieć cel. Potrzebuje wyobraźni, pamięci ciała i zaufania – do siebie, do trenera, do procesu.


Każde uderzenie jest aktem wiary. Każdy dźwięk piłki – odpowiedzią.


Kiedy wreszcie wpada do dołka, wybucha euforia. Radość czysta jak dźwięk dobrze trafionego strzału. W tej chwili ciemność przestaje być ograniczeniem. Staje się tłem dla determinacji.


Grzegorz Kłak nie gra w golfa mimo braku wzroku.On gra dlatego, że uwierzył, iż może.


A jego historia przypomina światu coś, o czym zbyt łatwo zapominamy:

najważniejsza mapa nie znajduje się w oczach.


Znajduje się w sercu.


Zobaczcie jak Grzegorz Kłak gra w golfa.

Film na YouTube na kanale: Nic nie widzę - Grzegorz Kłak


Trafić w niewidzialne. Historia niewidomego golfisty


Przeczytaj również nasz artykuł o niezwykłym człowieku i jego inspirującej drodze.


W ciemnościach na szczyty – historia Grzegorza Kłaka, niewidomego zdobywcy Korony Gór Polski


Komentarze


bottom of page